~Charlie
Po wyjściu ze szpitala nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Czułem się dziwnie. Nie dlatego, że byłem pobity, ale chyba ze względu tego cholernego zakochania. Nienawidzę tego stanu. Jej imię brzmi podobnie do Alicji... Przypomniałem sobie całą historię z nią związaną... Nasze spacery, jazdy w skateparku... Potem zaczęliśmy się kłócić, rozstaliśmy się. 3 miesiące potem dowiedziałem się, że nie żyje. To był szok. Widziałem ją codziennie na ulicy, śmiała się. Cieszyłem się, że jest szczęśliwa. A teraz? W sumie jest szczęśliwa, bo nie cierpi, ale była taka młoda. Miała jeszcze tyle do zrobienia tutaj. Na samą myśl o tym wszystkim spłynęła mi łza. Niby nie byliśmy już razem, w końcu te 3 miesiące. Ale tak jakby ona nadal była w moim sercu, tak jakbym za nią tęsknił. Dziwne uczucie,bardzo. Poszedłem na cmentarz. Tak po prostu, chciałem ją odwiedzić. "Alicja Reed" dojrzałem na nagrobku. Przysiadłem na ławce stojącej tuż obok.
-Tęsknię za tobą, wiem że spieprzyłem. Ale mogliśmy wszystko naprawić. Mogło być tak idealnie. Czemu nas zostawiłaś? Mnie, Lene. Wiem, że mnie nie słyszysz, ani nie otrzymam od ciebie odpowiedzi... Kochałem cię i chyba kocham nadal. Wiem, że płakałaś. Leo mi wszystko powiedział. Ciężko mi to wszystko mówić, pójde lepiej. Szkoda, że ciebie już nie ma i nie mogę powiedzieć "do zobaczenia"...
~Alice
Tak mi wstyd za Jacoba. Pobił Charliego... Tego Charliego, który chyba mi się podoba. Nie,Alice, nie możesz. Przecież Jacob cię za to zabije. Ehh, to wszystko jest takie trudne. Chciałabym mieć normalne życie. Mamę i tatę przy boku. Pozostało mi tylko pogodzić się z tym wszystkim.
~Jacob
Czy ja jestem złym bratem? Zależy mi na jej bezpieczeństwie. Nie chcę, żeby potem cierpiała jak kto ją zrani... Chodzi mi tylko o to. Naprawdę nie jestem zły, martwię się o nią po prostu... Wiem, że nie powinienem naskakiwać tak na tego chłopaka. Ale zawiodłem się na Alice, bo obiecała...
~Lena
Na szczęście już po wszystkim. Charlie jest cały i zdrowy, to najważniejsze. Nie spodziewałam się brata Alice takiego. Myślałam, że się o nią martwi, a on bije nawet jej kolegów. Charlie przedstawił nam całą historię z tym związaną. Ja rozumiem, że jest pod jego opieką. Ale kurde on powinien być bratem a nie jakimś nauczycielem!
-O czym tak myślisz? -usłyszałam głos Leo
-Zgadnij.
-Nadal o Alice? Charliemu nic nie jest, niedługo wychodzimy i nie będziesz musiała patrzeć na nią.
-Nie o to chodzi. Mi po prostu się robi przykro jak pomyśle, co ona przechodzi w domu.
-Ale dlaczego martwisz się o obce osoby?
-Nie wiem sama, taka już jestem. -głośno westchnęłam i wtuliłam się w bruneta.
-Nie przejmuj się tym już tak. -pocałował mnie w czoło -Szykuj się, bo za chwile przyjedzie moja mama.
***godzinę później,Lena***
Wsiedliśmy do samochodu.
-Jak się czujecie? -usłyszeliśmy głos pani Victorii.
-Bardzo dobrze w sumie.
-Niestety, będziemy musieli mieszkać chwilowo u twojej babci, Leo. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza Lena? Tylko do momentu aż nasz wyremontują.
-Nie ma problemu. I tak jestem pani wdzięczna za to, że pozwoliła mi pani mieszkać razem z wami. -wysłałam jej uśmiech.
-Nie masz za co, naprawdę. Dojechaliśmy.
Wyszliśmy z auta. Ujrzałam ładny dom. Nieduży, zadbany, z ogródkiem. Taki typowo babciny.
-Leoś! Cześć skarbie! -po chwili wyszła z niego babcia.
-Cześć babciu.
-Ooo, dzień dobry młoda damo. Leo, nie wspominałeś że masz dziewczynę. -spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
-Bo nie pytałaś.
-Chodźcie, bo obiad wystygnie!
Starsza kobieta krzątała się po kuchni, szykowała talerze, jedzenie. Cała rodzina zasiadła do stołu. Zrobiło mi się przykro. Uświadomiłam sobie, że moja rodzina nigdy nie jadła typowych babcinych obiadów. Każdy zawsze był zajęty...
-Lena, wszystko w porządku? -zapytał zmartwiony Leo.
-Tak, tak. Smacznego.
-Jedz kochanie, taka chudziutka jesteś. -głos babci skierowany był w moją stronę.
Zjedliśmy posiłek. W pewnym momencie Leo zaproponował:
-Idziemy się przejść?
-Możemy.
Ubraliśmy się i wyszliśmy. Nie było zimno. Było ciepło,ale nie gorąco. Przeszliśmy się wzdłuż parku, potem przez miasto, aż zatrzymaliśmy się przy fontannie. Do Leondre zadzwoniła mama:
-Nie zgubiliście się dzisiaj?
-Nie, mamo. Dzisiaj nie.
-To dobrze. Ale jak coś to dzwoń.
Spojrzałam na bruneta, on na mnie i wybuchliśmy śmiechem. Przechodnie patrzeli na nas jak na idiotów, ale my nic sobie z tego nie robiliśmy.
-Leo, wracamy?
-Tak, chodźmy.
Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy do domu. Po około 30 minutach byliśmy już na miejscu. Wbiegliśmy po schodach na górę.
-Przykro mi, moja babcia ma tylko 3 pokoje. Wynika z tego, że będę musiał spać z tobą. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
-I tak zawsze śpię z tobą.
-No wiesz ty co. Wszystko popsułaś. Miało wyjść tak pedofilistycznie.
-Przykro mi, Leo. Podaj mi piżamę bo chcę się wykąpać.
-Ehh, no dobra. -podał mi ubrania i poszłam się kąpać.
~Leo
Lena poszła się kąpać. Ja włączyłem telewizor. Po chwili usłyszałem krzyk Leny:
-Leooo!! Chodź tu szybko!
Wszedłem do łazienki. Lena stała już ubrana na toalecie.
-Co się stało?
-Pająk Leo, pająk! Zabij go!! - zaczęła drzeć się na cały dom. Złapałem zwierzę i wyrzuciłem przez okno.
-Na pewno nie ma tu pająków? Ani jednego?
-Nie ma. Możesz zejść.
-Boję się.
-No dobra. Chodź tu. -wziąłem ją na barana i szybko przeszliśmy przez łazienkę. Ostawiłem ją do pokoju i sam poszedłem się kąpać.
-Uważaj na pająki. -szepnęła Lena
-Trudno, najwyżej mnie uratujesz.
-No chyba sobie żartujesz. Ja nie dotknę tego czegoś.
-Sam sobie poradzę hahahahhaha.
~Lena
Leżałam już w łóżku. Sprawdziłam social media i położyłam się. Po chwili przyszedł Leo. Przytuliłam go i zasnęliśmy.
_____________________________________________
Hej ludki! ^^
Tak to ja. Przepraszam znowu. Po prostu tracę pomysły na rozdziały. Naprawdę, wydaje mi się, że rozdziały są coraz nudniejsze. Nie wiem co wam powiedzieć. To, co teraz przeczytacie może was zniechęcić do czytania tego, przepraszam ale muszę. Mianowicie ZAWIESZAM BLOGA. Nie chcę codziennie wstawać z presją, kiedy wstawię rozdział. Nie chcę tkwić w ciągłym stresie związanym z tym. Nie chcę ciągle was zawodzić. Chcę, żeby rozdziały były coraz lepsze... Nie wiem na jak długo. Kwiecień w sumie się kończy, został mi tylko maj na poprawienie ocen. Wydaje mi się., że do końca kwietnia, albo połowy maja blog będzie zawieszony. I wiem, niektórzy nie będą chcieli już tego czytać potem, wiem też że spadnie aktywność. Wiem to wszystko i jestem tego świadoma. Ale nie mam wyboru. Napiszcie komentarz, jeżeli będziecie ze mną do końca. Wasze wsparcie jest motywacją! :')) Pamiętajcie, że potem wrócę z nowymi pomysłami i pełna energii na tego bloga. Bo na chwilę obecną, naprawdę nie mam sił. Mam nadzieję, że mimo wszystko zostaniecie, a jak nie... To trudno.. Chcę teraz zająć się sprawami związanymi z nauką, przyjaciółmi. Nie chcę zaniedbać tego wszystkiego. Zrozumcie. Przepraszam.
Snap zuzixx255
Ig xxzuza_x
Fb Zuzanna Becker
Drugi blog: www.barsandmelodymylove.blogspot.com
Blog Julki: www.boznimwszystkojestlepsze.blogspot.com
To tyle, życzę miłego dnia. Może kiedyś wrócę.
~Zuza xx
"Świat jest załamany, a ludzie są pieprzonymi egoistami, lepiej sobie to uświadom, zanim kolejny raz dostaniesz mocnego kopa w dupe"
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
sobota, 9 kwietnia 2016
Rozdział 14 "Zawsze pragnąłem znalezienia kogoś, kto będzie ze mną, bez względu na to, jak trudno jest ze mną być. Zawsze."
~Leo, rano
Boże, jak w tym szpitalu jest nudno. W telewizji kanały tylko z bajkami, jedzenie smakuje jak gówno, a dzieciaki drą mordy od samego rana. Czuję się już dobrze, a muszę nadal siedzieć w tym okropnym miejscu. Lena jeszcze śpi, a ja nie wiem co mam ze sobą zrobić. Siedzę na łóżku i patrzę na sąsiadów z pokoju, a oni patrzą na mnie pytającym wzrokiem jakby nie wiedzieli o co mi chodzi. W sumie to sam nie wiem. Ta cała Alice wydaje mi się trochę taka dziwna. Jej brat wygląda na porządnego człowieka, aczkolwiek nie ocenia się książki po okładce. Patrząc na kogoś nie możemy stwierdzić, jaki jest, trzeba go najpierw poznać. Lena tak niewinnie śpi, że mam ochotę ją obudzić... Wskoczyłem na nią, nie zwracając uwagi na naszych sąsiadów.
-Lena! Wstawaj leniu!
-Spierdalaj Leo, daj mi spać no.
-Jak ty możesz spać? Te dzieciaki tak się drą, że masakra.
-To są tylko dzieci... Weź zrób coś pożytecznego, a nie mnie budzisz.
-Co mam zrobić?
-Nie wiem, coś pożytecznego!
-A mogę leżeć obok ciebie i patrzeć jak śpisz?
-Nie.
-No ale czemu?
-Leżeć możesz ale masz się nie gapić.
-No dobra.
Wkulałem się pod jej kołdrę. Jak na szpital, to te łóżka są dość duże i łatwo pomieścić na nich dwie osoby. Zlekceważyłem to co Lena mi kazała i patrzałem na nią.
Nie otworzyła oczu, ale słyszałem jej głos:
-Devries, wiem że się patrzysz.
-Skąd możesz to wiedzieć, skoro masz zamknięte oczy?
-Czuję twój oddech na moich policzkach.
-Oj no dobra. Pójdę ci uszykować ciuchy, bo jak dobrze pójdzie to dzisiaj wychodzimy.
-Mhm fajnie. Wybierz jakieś ładne a teraz daj mi spać.
Poszedłem po jej torbę. Nie miałem pojęcia, co mam jej wybrać. Nie znam się na stylu dziewczyn. To chyba najtrudniejsze zadanie w moim życiu. Po chwili zastanowienia wybrałem czarne rurki z dziurami na kolanach, t-shirt i czerwono czarną koszulę. Chyba będzie jej się podobać. W końcu wstała. Chyba jako jedna z ostatnich osób tutaj. Alice nie śpi od 6 jakoś, ja od 7. A Lena? Od 13... Ja nie wiem jak ona może tu spać.
-Leo, co to jest? -wskazała za breję na jej talerzu.
-Trudno stwierdzić. Może to być jakaś zupa czy coś.
-Na śniadanie?
-To nie wiem, może kanapka tylko taka troche spłaszczona.
-Ja chyba dzisiaj podziękuję. Przychodzi dzisiaj Charlie? Bo wychodzimy dopiero wieczorem, po wszystkich badaniach. Fajnie by było jakby przyszedł.
-Spoko, tylko muszę zadzwonić.
Wziąłem telefon i zatelefonowałem do przyjaciela:
-No cześć stary, przyjedziesz dzisiaj?
-Pewnie. A wy dzisiaj nie wychodzicie?
-No wychodzimy, ale wieczorem i wiesz. Tak trochę nudno.
-Luz, będę za jakąś godzinę. -rozłączyłem się i poszedłem do Leny.
~Charlie
Nie mogłem wczoraj zasnąć. W głowie miałem cały czas Alice... Dziwne, chyba się zakochałem. Kurwa, znowu. Ciągle pakuje się w jakieś tam zakochania, w czasie kiedy nie chcę. Miłość jest ślepa... Poza tym, nie wiem nawet czy jest wolna. Jedyne co wiem o niej, to wiek i imię. Nie znam nazwiska, nie znajdę jej na facebook'u ani na niczym. No szkoda, ciekawe czy znalazła mój numer... Moje rozmyślenia przerwał dzwoniący telefon. Uśmiechnąłem się do ekranu, kiedy zobaczyłem "Leo". Chciał żebym dzisiaj przyjechał. Muszę się ogarnąć i będę gotowy. Niechętnie zwlokłem się z łóżka, ubrałem i ułożyłem włosy. Zjadłem obiad, bo śniadanie o 14 nie wchodzi w grę. Zabrałem telefon, słuchawki i poszedłem do sklepu. W szpitalu jedzenie jest obrzydliwe, nie pozwolę przyjaciołom jeść takie coś. Kupiłem chipsy, picie i udałem się na autobus w stronę szpitala. Gdy dojechałem, szybko wjechałem windą na odpowiednie piętro i odpowiedniego pokoju. Leo i Lena siedzieli na łóżku i śmiali się. Dostrzegłem na łóżku obok Alice. Wydawało mi się że płakała, ale nie przyszedłem tutaj do niej. Zaraz zapytam co się stało, ale najpierw chcę pogadać z przyjaciółmi.
-Siema ludzie -przywitałem się. Lena podbiegła żeby mnie przytulić a Leo przybił mi piątkę.
-Przyniosłem wam chipsy.
-O boże Charlie! Kocham cię!! W końcu coś normalnego do jedzenia. - krzyknęła Lena.
-Nie ma za co. -wszyscy się zaśmialiśmy. -Zaraz do was wracam.
-Noo, Romeo. Biegnij do niej. -zadrwił z niego Leo.
-Weź się. Nawet się nie znamy. Wiem tylko jej wiek i imię.
-Przykro mi stary, na początek musi ci wystarczyć, hahaha.
Podszedłem do Alice.
-Wszystko ok?
-Nie, znaczy tak. Znaczy nie wiem. Nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego? Postaram się ci pomóc jakoś.
-Nie pomożesz... Nic nie rozumiesz.
-Powiedz mi o co chodzi...
-Naprawdę chce ci się słuchać opowieści jakiejś frajerki?
-Hej, nie mów tak. Opowiadaj.
-No więc.. Moi rodzice są za granicą. Prawa rodzicielskie do mnie ma Jacob, mój starszy brat. Kocham go, w sumie to tutaj mam tylko jego... Poprostu nie daje już rady przez niego. Nie mogę mieć przyjaciół, nie mogę się z nikim zadawać... Dlatego wczoraj nie chciałam żeby cię zobaczył, bo skończyłoby się to awanturą. Jak zwykle zresztą.
-To straszne... A co na to twoi rodzice?
-Oni mną się prawie nie interesują. Do 18 roku życia jestem pod jego opieką, a do tego potrzebne są jeszcze te cholerne 4 miesiące...
-Przepraszam, nie wiedziałem.
-Skąd mogłeś wiedzieć? Nikt nie wiedział. Ja naprawdę nie daje rady już. -przytuliłem ją, czułem że tego potrzebowała.
-Dziękuje. -odparła cicho, kiedy do pomieszczenia wparował jej brat.
-Alice! Co ty wyprawiasz? Kim on w ogóle jest!?
-Kolega.
-Mówiłem ci już coś na ten temat, prawda?
-No tak...
-A ty? Co się tak patrzysz? Puść ją i nawet się do niej nie zbliżaj jasne? -zwrócił się do mnie.
-Ty widzisz w ogóle jaką krzywdę jej robisz? Pomyślałeś chociaż chwilę o tym, jak ona się czuje? Bez przyjaciół? Nie ma nikogo, czemu ty jej to robisz? Ona przez ciebie cierpi, nie widzisz tego? Robisz jej piekło z życia...
-powiedziałem to, a on rzucił się na mnie z pięściami.
-Jacob! Przestań, zostaw go -krzyczała Alice, Leo próbował go ode mnie odpychać a Lena pobiegła po pielęgniarkę. Na szczęście po chwili wszystko się skończyło. Myślałem, że ten psychol mnie zabije tam. A za co? Za wyrażenie swojego zdania. Ochrona wyprosiła Jacoba ze szpitala. Posiedziałem chwilę u Leo i Leny, ale stwierdziłem że już pójde. Spojrzałem ostatni raz na Alice, stojąc już przy drzwiach. Usłyszałem tylko jej płacz i ciche, przytłumione:
-Przepraszam...
_____________________________________________
Witajcie!! ❤❤ Wiem, dawno nie było rozdziału, przepraszam. Ciągle jak miałam zamiar go napisać wypadały mi jakieś niespodziewane plany. Ale powróciłam i macie rozdział. Nie wiem czy jest ok, pisałam na spontanie. Starałam sie bez dramy, ale znacie mnie XD Wyszło, jak wyszło.Biedny Charls. A ten Jacob jest pojebany XD tak, obgaduje postacie z własnego ff 😂😂😂 piszcie w komentarzach czy się podoba 😊 Pozdrawiam Julke i Sandre 😂👌
Mój snap zuzixx255
Ig xxzuza_x
TT xdevries_zuzax
Genialny blog Julki! www.boznimwszystkojestlepsze.blogspot.com
Drugie ff
www.barsandmelodymylove.blogspot.com
Nie wiem co jeszcze mam mówić więc pozdrawiam wszystkich i pa❤
~Zuza xxx
"Czasami odchodzimy tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś za nami pójdzie… Najgorsze jest rozczarowanie, kiedy odwracasz się, a za Tobą nikogo nie ma."
Boże, jak w tym szpitalu jest nudno. W telewizji kanały tylko z bajkami, jedzenie smakuje jak gówno, a dzieciaki drą mordy od samego rana. Czuję się już dobrze, a muszę nadal siedzieć w tym okropnym miejscu. Lena jeszcze śpi, a ja nie wiem co mam ze sobą zrobić. Siedzę na łóżku i patrzę na sąsiadów z pokoju, a oni patrzą na mnie pytającym wzrokiem jakby nie wiedzieli o co mi chodzi. W sumie to sam nie wiem. Ta cała Alice wydaje mi się trochę taka dziwna. Jej brat wygląda na porządnego człowieka, aczkolwiek nie ocenia się książki po okładce. Patrząc na kogoś nie możemy stwierdzić, jaki jest, trzeba go najpierw poznać. Lena tak niewinnie śpi, że mam ochotę ją obudzić... Wskoczyłem na nią, nie zwracając uwagi na naszych sąsiadów.
-Lena! Wstawaj leniu!
-Spierdalaj Leo, daj mi spać no.
-Jak ty możesz spać? Te dzieciaki tak się drą, że masakra.
-To są tylko dzieci... Weź zrób coś pożytecznego, a nie mnie budzisz.
-Co mam zrobić?
-Nie wiem, coś pożytecznego!
-A mogę leżeć obok ciebie i patrzeć jak śpisz?
-Nie.
-No ale czemu?
-Leżeć możesz ale masz się nie gapić.
-No dobra.
Wkulałem się pod jej kołdrę. Jak na szpital, to te łóżka są dość duże i łatwo pomieścić na nich dwie osoby. Zlekceważyłem to co Lena mi kazała i patrzałem na nią.
Nie otworzyła oczu, ale słyszałem jej głos:
-Devries, wiem że się patrzysz.
-Skąd możesz to wiedzieć, skoro masz zamknięte oczy?
-Czuję twój oddech na moich policzkach.
-Oj no dobra. Pójdę ci uszykować ciuchy, bo jak dobrze pójdzie to dzisiaj wychodzimy.
-Mhm fajnie. Wybierz jakieś ładne a teraz daj mi spać.
Poszedłem po jej torbę. Nie miałem pojęcia, co mam jej wybrać. Nie znam się na stylu dziewczyn. To chyba najtrudniejsze zadanie w moim życiu. Po chwili zastanowienia wybrałem czarne rurki z dziurami na kolanach, t-shirt i czerwono czarną koszulę. Chyba będzie jej się podobać. W końcu wstała. Chyba jako jedna z ostatnich osób tutaj. Alice nie śpi od 6 jakoś, ja od 7. A Lena? Od 13... Ja nie wiem jak ona może tu spać.
-Leo, co to jest? -wskazała za breję na jej talerzu.
-Trudno stwierdzić. Może to być jakaś zupa czy coś.
-Na śniadanie?
-To nie wiem, może kanapka tylko taka troche spłaszczona.
-Ja chyba dzisiaj podziękuję. Przychodzi dzisiaj Charlie? Bo wychodzimy dopiero wieczorem, po wszystkich badaniach. Fajnie by było jakby przyszedł.
-Spoko, tylko muszę zadzwonić.
Wziąłem telefon i zatelefonowałem do przyjaciela:
-No cześć stary, przyjedziesz dzisiaj?
-Pewnie. A wy dzisiaj nie wychodzicie?
-No wychodzimy, ale wieczorem i wiesz. Tak trochę nudno.
-Luz, będę za jakąś godzinę. -rozłączyłem się i poszedłem do Leny.
~Charlie
Nie mogłem wczoraj zasnąć. W głowie miałem cały czas Alice... Dziwne, chyba się zakochałem. Kurwa, znowu. Ciągle pakuje się w jakieś tam zakochania, w czasie kiedy nie chcę. Miłość jest ślepa... Poza tym, nie wiem nawet czy jest wolna. Jedyne co wiem o niej, to wiek i imię. Nie znam nazwiska, nie znajdę jej na facebook'u ani na niczym. No szkoda, ciekawe czy znalazła mój numer... Moje rozmyślenia przerwał dzwoniący telefon. Uśmiechnąłem się do ekranu, kiedy zobaczyłem "Leo". Chciał żebym dzisiaj przyjechał. Muszę się ogarnąć i będę gotowy. Niechętnie zwlokłem się z łóżka, ubrałem i ułożyłem włosy. Zjadłem obiad, bo śniadanie o 14 nie wchodzi w grę. Zabrałem telefon, słuchawki i poszedłem do sklepu. W szpitalu jedzenie jest obrzydliwe, nie pozwolę przyjaciołom jeść takie coś. Kupiłem chipsy, picie i udałem się na autobus w stronę szpitala. Gdy dojechałem, szybko wjechałem windą na odpowiednie piętro i odpowiedniego pokoju. Leo i Lena siedzieli na łóżku i śmiali się. Dostrzegłem na łóżku obok Alice. Wydawało mi się że płakała, ale nie przyszedłem tutaj do niej. Zaraz zapytam co się stało, ale najpierw chcę pogadać z przyjaciółmi.
-Siema ludzie -przywitałem się. Lena podbiegła żeby mnie przytulić a Leo przybił mi piątkę.
-Przyniosłem wam chipsy.
-O boże Charlie! Kocham cię!! W końcu coś normalnego do jedzenia. - krzyknęła Lena.
-Nie ma za co. -wszyscy się zaśmialiśmy. -Zaraz do was wracam.
-Noo, Romeo. Biegnij do niej. -zadrwił z niego Leo.
-Weź się. Nawet się nie znamy. Wiem tylko jej wiek i imię.
-Przykro mi stary, na początek musi ci wystarczyć, hahaha.
Podszedłem do Alice.
-Wszystko ok?
-Nie, znaczy tak. Znaczy nie wiem. Nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego? Postaram się ci pomóc jakoś.
-Nie pomożesz... Nic nie rozumiesz.
-Powiedz mi o co chodzi...
-Naprawdę chce ci się słuchać opowieści jakiejś frajerki?
-Hej, nie mów tak. Opowiadaj.
-No więc.. Moi rodzice są za granicą. Prawa rodzicielskie do mnie ma Jacob, mój starszy brat. Kocham go, w sumie to tutaj mam tylko jego... Poprostu nie daje już rady przez niego. Nie mogę mieć przyjaciół, nie mogę się z nikim zadawać... Dlatego wczoraj nie chciałam żeby cię zobaczył, bo skończyłoby się to awanturą. Jak zwykle zresztą.
-To straszne... A co na to twoi rodzice?
-Oni mną się prawie nie interesują. Do 18 roku życia jestem pod jego opieką, a do tego potrzebne są jeszcze te cholerne 4 miesiące...
-Przepraszam, nie wiedziałem.
-Skąd mogłeś wiedzieć? Nikt nie wiedział. Ja naprawdę nie daje rady już. -przytuliłem ją, czułem że tego potrzebowała.
-Dziękuje. -odparła cicho, kiedy do pomieszczenia wparował jej brat.
-Alice! Co ty wyprawiasz? Kim on w ogóle jest!?
-Kolega.
-Mówiłem ci już coś na ten temat, prawda?
-No tak...
-A ty? Co się tak patrzysz? Puść ją i nawet się do niej nie zbliżaj jasne? -zwrócił się do mnie.
-Ty widzisz w ogóle jaką krzywdę jej robisz? Pomyślałeś chociaż chwilę o tym, jak ona się czuje? Bez przyjaciół? Nie ma nikogo, czemu ty jej to robisz? Ona przez ciebie cierpi, nie widzisz tego? Robisz jej piekło z życia...
-powiedziałem to, a on rzucił się na mnie z pięściami.
-Jacob! Przestań, zostaw go -krzyczała Alice, Leo próbował go ode mnie odpychać a Lena pobiegła po pielęgniarkę. Na szczęście po chwili wszystko się skończyło. Myślałem, że ten psychol mnie zabije tam. A za co? Za wyrażenie swojego zdania. Ochrona wyprosiła Jacoba ze szpitala. Posiedziałem chwilę u Leo i Leny, ale stwierdziłem że już pójde. Spojrzałem ostatni raz na Alice, stojąc już przy drzwiach. Usłyszałem tylko jej płacz i ciche, przytłumione:
-Przepraszam...
_____________________________________________
Witajcie!! ❤❤ Wiem, dawno nie było rozdziału, przepraszam. Ciągle jak miałam zamiar go napisać wypadały mi jakieś niespodziewane plany. Ale powróciłam i macie rozdział. Nie wiem czy jest ok, pisałam na spontanie. Starałam sie bez dramy, ale znacie mnie XD Wyszło, jak wyszło.Biedny Charls. A ten Jacob jest pojebany XD tak, obgaduje postacie z własnego ff 😂😂😂 piszcie w komentarzach czy się podoba 😊 Pozdrawiam Julke i Sandre 😂👌
Mój snap zuzixx255
Ig xxzuza_x
TT xdevries_zuzax
Genialny blog Julki! www.boznimwszystkojestlepsze.blogspot.com
Drugie ff
www.barsandmelodymylove.blogspot.com
Nie wiem co jeszcze mam mówić więc pozdrawiam wszystkich i pa❤
~Zuza xxx
"Czasami odchodzimy tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś za nami pójdzie… Najgorsze jest rozczarowanie, kiedy odwracasz się, a za Tobą nikogo nie ma."
Subskrybuj:
Posty (Atom)